NASI AUTORZY

Thomas Joad – urodzony w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku autor licznych opowiadań sensacyjnych i fantastycznych oraz krótkich nowelek zasilających tak zwane magazyny pulpowe, a wydanych po latach w zbiorach zatytułowanych: ,,Galopujący umysł”, ,,Pęknięcia w granicie” i ,,Zmęczenie materiału”. Bardziej znany z cyklu ,,Plastikowy worek”, opowiadającego o losach (mało)płatnego zabójcy do wynajęcia, którego perypetie rozgrywają się w fikcyjnym Mieście. Seria ta porusza również (modną i powracającą co pewien czas) problematykę zbliżającego się Armagedonu i końca wszechrzeczy.

Dzieciństwo i młodość Thomas Joad spędził w małej mieścinie o nazwie Von Grӧvitz, gdzie dorastał, buszując beztrosko w wypożyczalniach kaset VHS, pośród półek wypełnionych starymi filmami (mającymi swe premiery w zamierzchłej przeszłości, a które docierały do miasteczka z co najmniej rocznym opóźnieniem) oraz w publicznych bibliotekach, wyczytując literki z książek. Był idealistą i marzycielem, próbującym swoich sił jako autor krótkich form fabularnych. Był też zagorzałym pasjonatem nowel graficznych (w późniejszym okresie życia kolekcjonował je wytrwale, a nawet sam napisał kilka scenariuszy do komiksów).

Nie widząc dla siebie żadnych perspektyw w podupadającym mieście rodzinnym objętym dużym bezrobociem i ogólnym marazmem – w poszukiwaniu przygód wstąpił na ochotnika do armii, gdzie odbył osiemnastomiesięczną służbę wojskową w piechocie morskiej. Tam szybko wydoroślał, wyzbył się swych ideałów i nauczył odróżniać zwykłą propagandę rządową od twardej rzeczywistości. Czując się oszukany przez system i zawiedziony, zmienił kolor umundurowania, podobnie jak jeden z bohaterów jego opowiadań (Walter Kurtz – przyp. red.), wstępując do policji. Przez szereg lat pracował w wydziale zabójstw, gdzie zetknął się z największymi degeneratami oraz mroczną stroną społeczeństwa. Miał do czynienia z rodzinami patologicznymi, jednostkami skrajnie zdeprawowanymi, które zatraciły wszelkie normy moralne. Była to jego ,,szkoła życia” i czas – jak sam go nazywał – szerszego otwierania oczu na świat i bliźnich.

Pracując w policji, wypalał się powoli psychicznie i zawodowo, o mało nie zatracając przy tym resztek wiary w człowieka. Wszechobecna śmierć, z którą stykał się w życiu zawodowym, odcisnęła na nim swoje wyraźne piętno. Prywatnie stał się odludkiem, człowiekiem nieufnym i ponurym, a ponadto fatalistą. Jego słynne powiedzenie (przytaczane w wielu felietonach) brzmiało: ,,jesteśmy tylko mięsem z jakże krótkim terminem ważności”.

W nielicznych wywiadach (niechętnie udzielił ich kilka, niejako przymuszony, bo zobowiązany do promowania swych książek i występowania na spotkaniach literackich – umową z amerykańskim wydawnictwem FINGER_MARKS) oznajmiał, że nigdy nie zrozumie współczesnego kultu młodości propagowanego przez media oraz uporczywego odsuwania od siebie myśli o przemijaniu. Sam uchodził za człowieka świadomego nadchodzącej nieuchronnie śmierci. Podejrzewał (z czasem stało się to wręcz jego obsesją), że cierpi na nowotwór złośliwy, który odziedziczył w spadku po przodkach (tak jak jego dziadek, a potem ojciec) oraz dodatkowo, że rozwinął się u niego krwiak mózgu (czym tłumaczył częste bóle głowy). Wielokrotnie wspominał ponuro, że jest to jego osobista bomba zegarowa, z którą nie rozstaje się na krok i której mechanizm nieustannie tyka. Żartował też, że między nim a krwiakiem dochodzi często do epickich kłótni o to, który z nich faktycznie napisał większą część utworów literackich. W takich właśnie momentach uwidaczniał się charakterystyczny dla Thomasa Joad czarny humor, do którego uciekał się w prozie nadzwyczaj często.

Krytycy twierdzą zgodnie, że opowiadania, które wyszły spod ręki autora, podszyte są zajadłą ironią i drwiną, nie szczędzącą nikogo i niczego. W swych nowelach ośmieszał jednak ludzkie przywary (z obłudą, głupotą i zakłamaniem włącznie), a nie konkretne postaci. Thomas Joad był też znawcą popkultury, często odnoszącym się do niej i wykorzystującym z upodobaniem pewne klisze, a także bohaterów znanych (jak i tych mniej znanych), wplatając ich do swoich dzieł. Sam opowiadał, że stosuje ,,świadomy recykling postaci zapomnianych i niedocenionych”, pozwalając im jeszcze przez chwilę trwać, choćby w świadomości wąskiego grona jego czytelników.

O talencie autora może świadczyć fakt, że opublikował swój pierwszy utwór (krótką formę literacką zatytułowaną ,,Wyrok”, przyp. red.) w poczytnym czasopiśmie o tematyce fantastycznej już w wieku 17 lat. Początkowo pisał jedynie dla własnej przyjemności, a jego prace najczęściej wędrowały do szuflady. Swą pisaninę traktował bardziej jako hobby. Można powiedzieć, że radosna twórczość Thomasa Joad nabrała pędu i rozkwitła dopiero wtedy, gdy rozpoczął pracę zawodową. Miał wtedy możliwość obserwowania skrajnych zachowań ludzkich i być może dzięki temu każda z jego postaci wydaje się być ulepiona z krwi i kości (oraz przylepionego do niej nieodłącznie brudu).

Jedna z anegdot głosi, że szuflada biurka Thomasa Joad pewnego dnia pękła z nadmiaru poupychanych w niej kartek i karteluszek, na których zapisywał swe luźne pomysły, gotowe historie oraz szkice opowiadań. Dopiero to zmusiło go do zainwestowania w prosty komputer przenośny oraz do mozolnego przeniesienia treści notatek na nośnik cyfrowy. Dzięki temu autor miał sposobność poukładania swych opowieści w miarę chronologicznie i naniesienia korekt (co stało się z kolei jego kolejną obsesją, gdyż uporczywie poprawiał swoje opowiadania i nawet, gdy był z któregoś zadowolony i uznawał je za definitywnie skończone, to i tak po pewnym czasie wracał do niego i nanosił kolejne zmiany). Trwałoby to w nieskończoność, jednak jego kolega, niejako przymuszany do czytania próbek twórczości Thomasa – za plecami autora porozsyłał je do kilku niezależnych wydawnictw. Dopiero wydawnictwo FINGER_MARKS zdecydowało się objąć pisarza swym patronatem i opublikować najpierw krótkie formy w swych antologiach fantastycznych, a następnie cały cykl ,,Plastikowy worek” – opus magnum autora.

Prywatnie Thomas Joad był domatorem, szukającym wyciszenia w czterech ścianach swego niewielkiego mieszkanka. Odpoczywał, słuchając rocka progresywnego oraz przeglądając komiksy (pozostawił po sobie pokaźne zbiory nowel graficznych w twardych oprawach). Jego otoczenie z czasem coraz bardziej upodobniło się do (tak ukochanej przez niego) biblioteki. Dość niechętnie opuszczał swe ,,papierowe królestwo”. Stronił od większych skupisk ludzkich, uroczystości rodzinnych i jakichkolwiek imprez.

Chętnie przesiadywał za to w klimatyzowanych salach kinowych (urządzając sobie swoiste maratony filmowe). Co ciekawe, odwiedzał multipleksy tylko w godzinach rannych, gdyż o tej właśnie porze mógł liczyć na względny spokój i nieobecność dzieciaków uzbrojonych w telefony komórkowe. Uważał, że kultura oglądania filmów w kinie zanikła drastycznie i niestety odeszła bezpowrotnie.

Był odludkiem. Rzadko wdawał się w dyskusje z sąsiadami, nie przywiązywał też szczególnej uwagi do napotykanych twarzy i nazwisk. Miał dość rozmów z kimkolwiek, uważając, że wystarczająco dużo rozmawia z ludźmi w związku z wykonywaną profesją. W zasadzie, kiedy już decydował się zabrać głos, to posługiwał się wtedy one-linerami (niczym bohaterowie westernów odgrywani przez Clinta Eastwooda czy postaci z jego ukochanych komiksów). Najbliżsi twierdzili, że był niczym człowiek guma, rozciągnięty pomiędzy ukochaną rodziną, znienawidzoną pracą, komiksową pasją i rzecz jasna – pisaniem opowiadań.

Praca pochłaniała go i absorbowała, zajmując mu coraz więcej czasu i (jak sam mówił) wyciskając go niczym cytrynę. Thomas Joad traktował proces pisania jako odskocznię od codziennych problemów i formę osobistej terapii. Podobnie jak jeden z jego bohaterów (sierżant Winter – przyp. red.) snuł plany na przyszłość, licząc, że kiedy w końcu wyrwie się z policyjnego tygla i odejdzie na zasłużoną emeryturę, jego pisarska pasja nabierze rozpędu i być może zamieni się w pasmo spektakularnych sukcesów literackich. Tak prawdopodobnie wyobrażał sobie własną jesień życia: siebie jako bajarza snującego historie przy klawiaturze komputera.

Niestety, nowotwór złośliwy (jedyne dziedzictwo po przodkach) ukryty w jego genach uaktywnił się niespodziewanie, tak jak się tego obawiał. Być może była to jedna z tych samo spełniających się wróżb? Thomas Joad za nic w świecie nie chciał stać się ciężarem dla nikogo. Wolał pozostać zapamiętanym jako w pełni sprawny mężczyzna. Przerażała go myśl, że wkrótce będzie wymagał stałej opieki lekarskiej, a jego osoba zacznie wzbudzać litość otoczenia.

Pewnego dnia spakował się w jeden plecak i wyszedł z domu. Wyruszył w ostatnią wędrówkę po świecie, wiodąc życie trampa. Opuścił swe ,,papierowe królestwo”, pozostawiając po sobie jedynie sporą kolekcję płyt z rockiem progresywnym, biblioteczkę wypełnioną nowelami graficznymi, własny dorobek literacki oraz pożegnalny list. Od tamtego czasu wszelki słuch po Thomasie Joad zaginął.

W roku 2013 ostatecznie uznano go za zmarłego, choć jego doczesnych szczątków nigdy nie odnaleziono. Zwolennicy teorii spiskowych (w tym spora część jego oddanych czytelników) uważają, że sfingował swą śmierć.

Być może Thomas Joad rzeczywiście żyje sobie gdzieś tam, wnikliwie obserwując ostateczny upadek ludzkości oraz całkowitą degrengoladę świata, dopisując po cichu kolejne karty swej opowieści osadzonej w świecie Miasta* i (rzecz jasna) nanosząc kolejne poprawki do nowelek. W końcu historia tej metropolii pełna jest luk i niedopowiedzeń, dających doskonałe pole do popisu różnym domorosłym skrybom i epigonom twórczości Toma, którzy chcieliby je wzbogacić i uzupełnić o własne historie...

Albin Ebenezer-Smith